Wywiad z: Kathrine (56), Ulrike (46), Yvonne (29)

Pracujesz jako pielęgniarka i asystentka medyczna w zespole pielęgniarskim w Klinice Leczenia Bólu w Kiel, opiekując się pacjentami, którzy często mają za sobą dziesiątki lat cierpienia. Jak przygotowujesz się do interakcji z tymi ludźmi?

Yvonne: Nie ma ustalonej formuły; jesteś szkolony przez kolegów i stopniowo wkraczasz w rolę. Początkowo po prostu obserwowaliśmy lekarzy podczas obchodów i słuchaliśmy rozmów lekarza naczelnego z pacjentami. Czasami pyta…

Kathrine: … „Siostro Kathrine, przez ile dni w miesiącu osoba cierpiąca na migrenę może przyjmować leki przeciwbólowe?”

Yvonne: Dokładnie. Istnieje kurs nauczania na odległość, który kwalifikuje do zawodu „pielęgniarki od bólu”, ale mamy własny, ekskluzywny program szkoleń wewnętrznych. Na przykład, są wykłady naszego starszego lekarza, na które pacjenci bardzo chętnie uczęszczają. Kiedy mamy czas, my też. Nasi lekarze często uczestniczą w konferencjach i informują nas na bieżąco o najnowszych osiągnięciach. Czytamy odpowiednie książki i wszyscy mamy bogate doświadczenie zawodowe. Niezbędne jest również zrozumienie natury ludzkiej. W klinice regularnie odbywają się kursy dokształcające, w których uczestniczą lekarze z całych Niemiec i zagranicy. Oczywiście, my również w nich uczestniczymy.

Ulrike: Wszyscy pochodzimy z tradycyjnych szpitali z oddziałami intensywnej terapii, więc na początku musieliśmy się przyzwyczaić, że podstawowa opieka nie jest tu priorytetem – takie rzeczy jak mierzenie pulsu i temperatury, ścielenie łóżek, zakładanie opatrunków, pytania o wypróżnienia i zabieranie pacjentów do toalety…

Czy to jest to, czego Ci brakowało?

Ulrike: Tak, tak się tego nauczyliśmy.

Yvonne: To tylko część tego.

Kathrine: W tym przypadku pacjenci mogą i powinni wstawać i być aktywni przez większość czasu. Kierując się mottem: „Wstań, weź łóżko i chodź…”

Ulrike: W szpitalach intensywnej terapii skupiamy się na chorym narządzie, ale u nas psychika i cała osoba odgrywają znacznie większą rolę. Słuchamy i staramy się odpowiadać na potrzeby każdego pacjenta. Jako pielęgniarka/pielęgniarz musisz być do tego pasjonatem/pasjonatką; inaczej jesteś w złym miejscu. W innych szpitalach obowiązuje ścisła zasada, że ​​leki przeciwbólowe należy podawać tylko w razie potrzeby. Pacjenci muszą przychodzić i „prosić” o uśmierzenie bólu, goniąc za bólem i wzmacniając bierne zachowania. Tutaj nauczyliśmy się, że należy zapobiegać wystąpieniu bólu, przewidując go, aby w ogóle nie wystąpił. Nikt nie musi prosić o leki w razie potrzeby. Jeśli coś jest potrzebne, pacjenci otrzymują je przy łóżku, aby sami mogli zdecydować, kiedy je przyjąć. Wzmacniamy również umiejętności pacjentów, którzy sami poradzili sobie z bólem.

Kathrine: Rozpieszczamy też pacjentów, jak mawiamy w północnych Niemczech, dbamy o nich. Jeśli przez lata nieprawidłowo przyjmowali leki i musieli zrobić sobie przerwę od środków przeciwbólowych, mogą być bardzo chorzy i cierpieć przez osiem dni. Wtedy jesteśmy tam, by ich wspierać i mówić: „Ty też dasz radę!”

Czy wymagacie tu od pacjentów więcej cierpliwości niż w innych szpitalach?

Ulrike: Warunkiem koniecznym do cierpliwości jest przede wszystkim posiadanie czasu. I my go tu mamy.

Yvonne: Jesteśmy wyspecjalizowanym zespołem pielęgniarek. W porównaniu z liczbą pacjentów i typowymi szpitalami, mamy dobrą obsadę. Dlatego możemy poświęcić każdemu pacjentowi tyle czasu, ile potrzeba.

Kathrine: To jest kolejna sprawa: psychologowie są na miejscu od 8:00 rano do 17:00 po południu – ale można do nas przyjść już o 6:00 rano i zostać do 20:30 wieczorem.

Czy osoba ze złamaną nogą zachowuje się inaczej niż osoba cierpiąca na przewlekły ból?

Ulrike: Złamana noga zostaje zregenerowana i po kilku tygodniach wszystko wraca do normy. Ale nasi pacjenci cierpią od 15, 20, a nawet 30 lat. To ich kształtuje. Nie tylko ich samych, ale także ich rodziny, całe otoczenie. Uważam, że są o wiele bardziej skupieni na sobie niż pacjenci, którzy właśnie złamali nogę. Są bardziej świadomi swojego ciała, a ich doświadczenia i zachowania ulegają zmianie.

Yvonne: Wielu jest wycofanych; przeszli długą drogę od lekarza do lekarza, od szpitala do szpitala i znają to uczucie, gdy szybko się ich zbywa z nastawieniem: „Wyczerpałeś już wszystkie możliwości leczenia, nie wracaj!”. Myślę, że niektórzy nasi pacjenci początkowo mają niewielką nadzieję, że naprawdę im pomożemy, a raczej postrzegają nas jako kolejny przystanek na tej drodze. Na początku są wobec nas bardzo sceptyczni. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​to właśnie odróżnia osoby przewlekle chore od innych.

Kathrine: Sceptycyzm bierze się z powszechnego przekonania, że ​​każdy rodzaj opioidowego leku przeciwbólowego to lek. Musimy przekonać ludzi, że może on po prostu uśmierzyć ból, nie uzależniając ich.

Ulrike: Pacjenci zadają wiele pytań, niektóre bardzo szczegółowe…

Katherine: …i my, siostry również.

Ulrike: …mimo że wcześniej odbyła się szczegółowa rozmowa z lekarzem. Ale to my im podajemy leki. Musimy więc dokładnie wyjaśnić, dlaczego je otrzymują, jak działają i jakie mogą wystąpić skutki uboczne. Myślę, że w ten sposób budujemy relację opartą na zaufaniu. Wyjaśnianie rzeczy jest bardzo ważne.

Yvonne: Myślę też, że bardzo ważne jest zwracanie się do pacjentów po imieniu.

Kathrine: To samo dzieje się w drugą stronę. Są pacjenci, którzy zawsze wołają po prostu: „Pielęgniarko!”. To mnie trochę denerwuje. Wtedy podchodzę do nich i mówię: Ja też mam imię.

Więc trochę edukują pacjentów

Ulrike: Czasami to po prostu część problemu.

Katherine: Są pacjenci, którzy są zbyt poufali i od razu zwracają się do nas nieformalnie: „Siostro, czy możesz…”. Wtedy mówię, że jestem siostrą Katherine i wolę, żeby zwracać się do mnie formalnie.

Yvonne: W tej kwestii my, siostry, jesteśmy zgodne.

Dlaczego jest to dla Ciebie takie ważne?

Yvonne: Szanuję mojego pacjenta i oczekuję tego samego od niego, mimo że jestem znacznie młodsza. Do kasjera w Aldi też nie zwracam się nieformalnie.

Ulrike: To też forma samoobrony. Lubimy słuchać. Ale muszą być jakieś granice.

Katherine: To oznacza również, że zostawiam sprawy służbowe w szpitalu. Robię to, spędzając dziesięć minut w domu i ogarniając to, co się tu wydarzyło, a potem mój dzień pracy dobiega końca.

Ulrike: Porozmawiam o tym krótko z mężem. Potrzebuję kogoś, kto mnie wysłucha, tak jak ja słucham pacjentów. Ale z biegiem lat człowiek uczy się też, żeby nie przejmować się wszystkim za bardzo.

Kathrine: To wiąże się z własnym doświadczeniem życiowym. Doświadczyłam pewnych trudności i to pozwala spojrzeć na to z innej perspektywy.

Czy uważasz, że pacjenci odczuwający ból są trudni?

Yvonne: To uprzedzenie i być może jeden z powodów, dla których powstała ta klinika. Ludzie na zewnątrz mówią: Pacjenci cierpiący na ból nie są tak naprawdę chorzy, nie powinni robić takiego zamieszania!

Ulrike: Dlatego często mówimy, że pacjenci z bólem to prawdziwe „twarde psy”. Zaciskają zęby i nie dają po sobie poznać, jak źle się czują.

Yvonne: Tutaj czują, że są traktowani poważnie.

Kathrine: Mówią: „W końcu ktoś mi uwierzył!”. Wiele kobiet cierpi na migreny, a ich mężowie po prostu tego nie akceptują, zawsze widząc w tym wymówkę, by uniknąć wypełniania małżeńskich obowiązków. Dla wielu jesteśmy ostatnią kroplą, której się kurczowo trzymają. Nie postrzegamy ich jako trudnych, ponieważ troszczymy się o nie i je wspieramy.

Yvonne: Nasze przekazywanie obowiązków jest ważne. Wymieniamy się doświadczeniami i udzielamy sobie nawzajem wskazówek, między innymi dotyczących interakcji z pacjentami. Jestem najmłodsza i czasami bywam zbyt spontaniczna, więc konsultuję się z bardziej doświadczonymi kolegami, jak inaczej poradzić sobie z daną sytuacją. To pomaga.

Ulrike: Poza tym uważam, że pacjentów należy traktować tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

Czy kobiety cierpiące na przewlekły ból zachowują się inaczej niż mężczyźni cierpiący na przewlekły ból?

Yvonne: To jak w prawdziwym życiu: kobiety wytrzymują dłużej. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​mężczyźni są bardziej wrażliwi na ból i kładą się spać wcześniej niż kobiety. Bardziej cierpią. Często nie widać tego po kobietach.

Czy są pewne rodzaje bólu, które jesteś w stanie zaakceptować bardziej niż inne?

Ulrike: Tak to wygląda w społeczeństwie.

Yvonne: Nasz zawód nie jest wyjątkiem.

Kathrine: Pielęgniarki w innych klinikach często uważają, że wszyscy mamy w sobie odrobinę „haszyszu”.

Ulrike: Że wykonujemy niewymagającą pracę. Jesteśmy postrzegani na zewnątrz tak samo, jak nasi pacjenci.

Kathrine: Znasz termin Morbus Bahlsen? Miękki biszkopt.

Ulrike: I siostry, które się w to angażują, są chyba takie same.

Jak się zachowujesz, gdy odczuwasz ból?

Yvonne: Nierozsądne. Zawsze powtarzają, że kiedy cierpisz, powinieneś zmniejszyć stres i dążyć do zrównoważonego stylu życia. To nie ja! Mam wobec siebie wysokie oczekiwania i zamierzam dokończyć to, co sobie postanowię. Może to też wynikać z mojego znaku zodiaku Bliźniąt. Wszystko musi być zrobione szybko. Kiedy sprzątam w domu, nie sprzątam tylko jednego pokoju, ale całe mieszkanie.

Ulrike: Jestem typową Rybą, rzekomo predestynowaną do tego zawodu. Bardzo podoba mi się trening relaksacyjny, który oferujemy w klinice. Zawsze mówimy pacjentom: „Na pewno znajdziesz kwadrans dziennie na ćwiczenia!” – ale niech wam nawet przez chwilę nie przyjdzie do głowy, że ja regularnie poświęcam ten kwadrans dla siebie!

Kathrine: Wszyscy mamy problemy z plecami; to ryzyko zawodowe. Technika unoszenia nóg pomaga: połóż się, unieś nogi na kostkę, a po pół godzinie kręgosłup jest na tyle odciążony, że mogę kontynuować. Robię to po pracy i wtedy mogę zająć się obowiązkami domowymi.

W zawodach pielęgniarskich istnieje pojęcie wypalenia zawodowego, całkowitego wyczerpania. Czy kiedykolwiek tego doświadczyłeś?

Ulrike: W łagodniejszej formie, od czasu do czasu. Są chwile, kiedy mówisz: „O Boże, znowu muszę iść, nie mogę już tego znieść!”. Kiedy pracujesz w tym zawodzie już jakiś czas, tak po prostu jest. Nie jesteś już otwarta na nowe zadania. Moi koledzy to rozumieją i mówią: „Teraz zajmiesz się czymś innym, a my damy ci na chwilę spokój”

Yvonne: Uzgodnimy to między sobą. Na przykład, dzisiaj jest mój dziesiąty dzień dyżuru i zaraz zaczynam weekend. Najwyższy czas! Jestem przede wszystkim człowiekiem, a dopiero potem pielęgniarką.

Kathrine: A my, siostry, czasami spotykamy się poza szpitalem; dwie z nas chodzą razem na spacery, inne rozmawiają przez telefon. Jako pielęgniarka oddziałowa zazwyczaj jestem zawsze dostępna telefonicznie w domu.

Ulrike: Wierzę, że nasza dobra współpraca wynika również z faktu, że w zespole jest ktoś z każdej dekady życia. Wszyscy na tym korzystają. Młodsi wnoszą najnowszą wiedzę zdobytą podczas szkoleń, a starsi – doświadczenie zawodowe.

 Inwestujesz cierpliwość i uwagę – co dostajesz w zamian?

Ulrike: Tak wiele. Tak, tak wiele. Właśnie wczoraj pacjent powiedział mi: „Po raz pierwszy od lat nie odczuwam bólu!”. Kiedy nowy pacjent wysiada z windy, od razu widać, że nie czuje się dobrze, jest bardzo przygnębiony. A potem, kiedy wraca do domu wyprostowany, z uśmiechem na twarzy – cudownie, czego chcieć więcej!

Kathrine: Nawet jeśli pacjenci mogą podjąć jedynie początkowe próby w ciągu dwóch, trzech tygodni swojego pobytu u nas, muszą kontynuować terapię w domu.

Yvonne: Właśnie w tym widzę sens mojej pracy jako pielęgniarka. Wielu pacjentów po przyjeździe mówi: „Jeśli nie otrzymam tu pomocy, stracę wszelką nadzieję”. To najwspanialsze, kiedy mówią potem: „Znowu czuję się pewnie, czuję się naprawdę dobrze i wiem, że dam sobie radę. Teraz będę sobie lepiej radzić w domu”. To historia sukcesu. Na koniec rozdajemy formularze ewaluacyjne, a pielęgniarki prawie zawsze otrzymują za nie najwyższe noty. Bo po prostu lubimy swoją pracę. To wspaniale, kiedy możemy pomóc pacjentom w trudnych chwilach, a oni odwdzięczają się nam tak pozytywną oceną.